Forma rośnie. Małymi kroczkami... ale jednak...
Półmaraton Garmin Gdańsk zbliża się wielkimi krokami. A ja z każdym kolejnym treningiem czuję coraz większą satysfakcję z biegania.
Nie chodzi nawet o tempo. Nie chodzi o rekordy.
Najbardziej cieszy mnie to, że po prostu chce mi się wyjść z domu. Założyć buty, włączyć zegarek i pobiec.
Podczas każdego treningu mijam wielu biegaczy. Nieważne, czy jest wczesny poranek, środek dnia czy późny wieczór.
Jedni dopiero zaczynają swoją przygodę z bieganiem. Inni mają już za sobą setki, a może tysiące kilometrów. Każdy biegnie swoim tempem, każdy ma swój cel. Łączy nas jedno – zmęczenie. Czasem naprawdę ogromne. Ale jeszcze bardziej widać satysfakcję z dobrze wykonanego treningu.
Raz biegnę 5 kilometrów.
Innym razem 10.
Zdarza się 17.
A czasem nawet 22.
I w każdym z tych treningów jest coś, co daje ogromną radość. Radość z tego, że wyszedłem z domu. Że przebiegłem kolejny kilometr. Że udało się poprawić swój wynik o kilka sekund.
Choć szczerze? Nadal uważam, że czas nie jest najważniejszy.
Najważniejszy jest ruch.
To już mój czwarty miesiąc regularnego biegania. Czy zostanie ze mną na zawsze? Nie wiem.
Mam jednak nadzieję, że jak najdłużej.
Bo bieganie uczy cierpliwości. Pokazuje, że na dobrą formę nie ma drogi na skróty. Każdy kilometr ma znaczenie, każdy trening dokłada swoją cegiełkę.
I dokładnie tak samo jest z organizacją dużych wydarzeń.
Do nich również trzeba się dobrze przygotować.
My właśnie tak przygotowujemy się do Race for the Cure. Jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądają takie przygotowania od kuchni, zajrzyjcie na nasz blog Biegniemy Razem. 😊



Komentarze
Prześlij komentarz