Krew, możesz oddać siebie...



Dzisiaj dzień jak każdy inny… no prawie.

Rano kawa ☕, szybkie ogarnięcie dnia, a potem… oddać trochę siebie. Dosłownie.
Bo od kilku lat jestem honorowym krwiodawcą i co jakiś czas robię mały „przelew życia” 💉

I powiem Wam jedno — to chyba jedyna sytuacja w życiu, kiedy:

  • oddajesz coś za darmo,

  • wychodzisz lżejszy,

  • a i tak czujesz się, jakbyś dostał więcej niż dałeś.

No dobra, jest jeszcze ten moment, kiedy po wszystkim dostajesz czekolady 🍫 i nagle czujesz się jak dziecko w sklepie:
„To wszystko dla mnie? Serio? To ja mogę częściej przychodzić!”

A dziś po oddaniu krwi… klasyka gatunku — urząd.
Czyli balans idealny:
najpierw ratujesz świat, potem stoisz w kolejce 😅

Ale wiecie co?
Jest w tym coś fajnego. Bo w takim zwykłym dniu możesz zrobić coś naprawdę ważnego. Bez wielkich deklaracji, bez fanfar. Po prostu.

Jeśli kiedyś się zastanawialiście — spróbujcie.
To nic nie kosztuje (oprócz kilku minut i odrobiny odwagi), a może znaczyć dla kogoś wszystko ❤️

A ja?
Ja dziś mam już swoje „+10 do dobra” i mogę spokojnie siedzieć w urzędzie 😎

P.s. Urząd. Miejsce do którego czasami po prostu musimy pójść. Bo paszport, bo dowód osobisty, prawo jazdy, meldunek. Każdy z nas ma inne doświadczenia z tym związane.

Część naszej wiedzy o urzędach i ludziach tam pracujących to stereotypy. Często bardzo krzywdzące tych ludzi, którzy tam pracują.

Ja, od wielu już lat mam tylko pozytywne wspomnienia z tym związane. 

W Gdanskich urzędach spotykam sie tylko z uprzejmością, uśmiechem i zrozumieniem.

Pozdrawiam bardzo serdecznie pana z urzędu paszportowego. Za uśmiech, za spokojne wytłumaczenie wszystkiego i szybkie załatwienie sprawy.

Pozdrowienia również dla pana ochroniarza. Pokazał co trzeba zrobic zanim sie podejdzie do okienka. Poprowadził wręcz za rękę 😀😀


Komentarze

Popularne posty